
Oto przepis na to jak nie spóźnić się do pracy stojąc pod Wawelem, w odległości 15 minut szybkiego marszu od biura, mając zaś pojawić się przy biurku za minut 13. Otóż postanawiamy nie ryzykować biegu przez śniegi i spokojnie ruszamy na przystanek dziesiątki. Mamy szczęście, bo tramwaj ma przyjechać za minutę. Spokojnie czekamy. Mamy pecha, bo tramwaj przyjeżdża po 19 minutach. Ale spokojnie, przed nami tylko 3 przystanki. Mamy jeszcze większego pecha - do pierwszego przystanku dziesiątka toczy się 10 minut. W zasadzie toczy się to za dużo powiedziane, gdyż zazwyczaj stoi. W ten oto sposób zamiast 3-minutowego spóźnienia jesteśmy prawie pół godziny później, dwa pięćdziesiąt w plecy i nasze zaufanie do MPK legło w gruzach. Polecam!
Fotografia: Hubert Waguła, 2005
Najgorsze jest to wahanie towarzyszace czekaniu na tramwaj... Poczekać jeszcze chwilę, czy iść? Ale jak pójdę, to zaraz pewnie przyjedzie...
OdpowiedzUsuńA jak zdecydujesz się poczekać, to Twoja cierpliwość zostanie przykładnie ukarana ;)
OdpowiedzUsuń